Wojciech Waglewski: "Życie jest piękne, bo składa się z wielu historyjek, które z powodu pośpiechu nas omijają."

Wojciech Waglewski. Symbol twórczego spełnienia. Symbol ginącej dziś męskości. Autorytet. Spotkanie z nim to jak dotknięcie szlachetnej przeszłości i muzyki na której wyrosłam. To opowieść o kolejnej ważnej płycie w dorobku zespołu Voo Voo pt: "7" O płycie, z której płynie moc słów. Weź je dla siebie jeśli tylko zrozumiesz, że mogą Ci być potrzebne.

Słuchając "7" pomyślałam, że chce mi Pan powiedzieć, szanuj czas, pamiętaj jak jest ważny i jak szybko potrafi przeciekać przez palce?

Wojciech Waglewski: Co szybko wzlata, ulata. Im człowiek starszy tym wyraźniej dostrzega jak bardzo potrafimy marnotrawić nasz czas....
Nawet nie zdajemy sobie sprawy jak to szybko się dzieje, jak się skracają te odcinki i jak mniej siebie w tym pośpiechu dostrzegamy
Z jednej strony cywilizacja, internet nas łączy ze światem, a z drugiej jest takie symboliczne graffiti Banksy'ego na którym całują się dwie osoby i równocześnie patrzą w ekrany telefonów komórkowych. Czasem odnoszę wrażenie,że już w ogóle nie patrzymy sobie w oczy../sam akurat komórki nie używam../

Legendy już na ten temat narosły?

Wojciech Waglewski: Nie używam telefonu z uwagi na sprzeciw przeciwko temu co się dzieje wokół mnie, z czystej potrzeby egoizmu.
Nie chcę być wplątywany w czyjeś życie osobiste. Kiedyś jeżdżąc z zespołem rozmawialiśmy ze sobą. A teraz słyszę zbyt dużo słów ,których nie powinienem usłyszeć...wolę by prywatne , osobiste życie takim pozostało...
Technika, czy też technologia oczywiście pomaga, ale warunkiem jest umiar. Tracąc go, tracimy kontakt ze światem realnym...a to raczej słabe. Kiedyś, żeby zagrać z jakimś muzykiem musiałem go poznać, dziś wystarczy wysłać mejla, mp3 i bez podania sobie rąk, współpracować. Tak jest i nie mam zamiaru z tym walczyć. Zyskując bardzo wiele, bardzo wiele tracimy. Warto więc pocelebrować te chwile,w których udaje nam się zatrzymać na moment.

Czy tą szybkość, nieuważność widzi Pan w tym jak podchodzimy do muzyki?

Wojciech Waglewski:Kiedyś muzyka, którą uprawiam była pewnym sposobem życia, pewnym stosunkiem do świata, stanowiła pewien manifest. Była w opozycji do kultu posiadania. W tej chwili, jeśli jest, to niszowa. Gra się ją głównie na festiwalach, gdzie po 2 godzinach już nie mamy percepcji, ale bawimy się na nich 8 godzin. Stała się też czynnością głównie weekendową. A potem wracamy do korporacji. To jest słabe, ale przejściowe...wróci przeżywanie sztuki , bo inaczej nie dalibyśmy sobie ze sobą rady...Nie wspominam więc przeszłości z rozrzewnieniem, a raczej spokojnie spoglądam pod nogi i przed siebie...

Czy liczba 7 ma dla Pana jakieś znaczenie?

Wojciech Waglewski:
Towarzyszy mi przez całe życie, w pinach, w numerach mieszkań, rejestracjach samochodów. Zacząłem się jej przyglądać i czytać o jej znaczeniu w różnych kulturach.. Wszędzie znamionuje siłę , jest zdecydowanie pozytywna. To też jest piękny znak graficzny.

Ludzie wrażliwi, wartościowi chcą mi dzięki sztuce coś powiedzieć. Pan mi mówi o wartościach, o miłości i potrzebie szanowania jej?

Wojciech Waglewski: Przyznawanie się do uczuć stanowi nieraz syndrom słabości,
u mężczyzn zwłaszcza . Mówi się bardziej o mechanice tych uczuć niż o emocjach.
Staram się przynajmniej ani tym ani żadnym innym modom nie ulegać..Lubię wzruszać innych
i czasem sam się wzruszam.

Czy trudno było w tekstach zachować ten pomysł opisywania dni tygodnia?

Wojciech Waglewski:Same dni tygodnia nie sugerują nastroju. Nie lubię tylko niedzieli. Wszyscy kiedyś siedzieli tego dnia w domu i oglądali telewizor. Totalna nuda. Poranki bywają różne, jeśli mnie budzi kogut to jest miło, jak mnie budzi telefon o 7 od Pani, która zaprasza do skorzystania z jakiejś atrakcyjnej oferty kupna czegoś tam, jest mi nieprzyjemnie. To opowieść o pewnej rutynizacji życia i o próbach ucieczki od niej.

Czy ta płyta to apoteoza codzienności?


Wojciech Waglewski: Tak, zdecydowanie.

Utwór "Piątek"- dla mnie stał się bardzo szczególny, śpiewa Pan:" Choć czasem życie słabym się staje za sprawą ludzi złych. To nas unikają, a nam się zdaje, że nie ma ich" Umie Pan ich eliminować ze swojego życia?

Wojciech Waglewski:
Żyjemy w świecie, w którym zło staje się wartością dodaną. Zło staje się elementem kreowania kogoś..np polityków.Jest też formą publicznego ekshibicjonizmu w postaci oblewania znanych błotem pod przykrywką rozmaitych forów dyskusyjnych by zmyć z siebie nijakość własną..mówiąc z lekka literacko. Czas to wszystko moim zdaniem zweryfikuje i złych zamieni w kupę bezbarwnego, szarego proszku. którego nikt nawet patykiem../śmiech/

Dlaczego "Sobota" jest taka pełna obaw? I tylko w sobocie przyznaje się Pan do wina?

Wojciech Waglewski: Kiedyś w jakiejś recenzji przeczytałem : Waglewski tak ciągle o tym winie. Lubię je, a także styl życia, który jego spożywanie determinuje....(śmiech)
Gdzieś musiałem o tym niepokoju napisać. Nie znasz dnia ani godziny. Nieszczęścia spowodowane np.terroryzmem są absolutnie nieprzewidywalne..Nie jest to , wbrew pozorom zjawisko nowe...była i IRA i Eta, ale wspomniana już technologia bardzo je upowszechniła i nadała większy wymiar. Groza wkradła się w nasze codzienne życie i już tu pewnie na długo zamieszka.

Czy widzi Pan jak to może być łatwo wykorzystane w rozgrywkach politycznych? Ten nasz lęk?


Wojciech Waglewski: Nie mam dobrego zdania o politykach. Myślę, że są w stanie popełniać najbardziej cyniczne i nieetyczne rzeczy, które tzw. normalnemu człowiekowi nie przyszłyby do głowy.
Ja chciałbym mieć polityków uczciwych wysokich, przystojnych, interesujących się sztuką, znających języki obce i chorych bo może wreszcie zajęliby się służbą zdrowia, która funkcjonuje u nas na poziomie wczesnego średniowiecza albo późnej komuny...


Czy miłość do muzyki to zasługa rodziców?

Wojciech Waglewski: Kiedy grałem jakiś koncert jako 15 latek to mój kolega zadzwonił po tatę, bo się przelewałem przez ręce po wypiciu kilku piw. Rodzice nie bardzo chcieli, żebym był muzykiem. Zamiłowanie do wiedzy. To dostałem od rodziców. Wciąż pamiętam ogrom książek w pokoju taty. Pierwszy koncert na jakim byłem to Czerwone Gitary. Pamiętam każdą minutę. Muzykant wtedy to był świat..

Staje się Pan oszczędny w słowach, w utworze "Sobota" głos tej kobiety jest taki przejmujący, że można byłoby to grać na pogrzebie? Czy to był celowy zamysł?

Wojciech Waglewski: Zagram to sobie na swoim pogrzebie (śmiech). Wybrałem muzykę, bo to dla mnie najpiękniejszy zawód artystyczny, ponieważ produkt jest od razu pokazywany i weryfikowany przez słuchacza. Jest najbardziej niejednoznaczny, ponieważ dźwięk daje ogromne możliwości interpretacji.


Czego boi się dojrzały mężczyzna?

Wojciech Waglewski:
Boję się, a raczej nie lubię starości, fizycznej nieporadności. Nie chciałbym obarczać swoją starością rodziny, a z drugiej strony człowiek dojrzały to taki, który już niczego się nie boi.


Czy zdarzają się Panu nieznośni słuchacze? Trudne koncerty?


Wojciech Waglewski: Nieznośni wysyłają sms podczas, gdy ja przeżywam/śmiech/ Jest taki dość upierdliwy zwyczaj w Polsce, że dość często przychodzą na tzw. krzywego znajomi właścicieli i uważają za stosowne okazywać to, że są ważniejsi od innych, a zwłaszcza od tych co tam wygłupiają się na scenie....bywa więc ciężko, ale ktoś to musi robić..(śmiech). Ale dajemy sobie z tym jakoś radę..


Fragment "Poniedziałku": Pamiętam jeszcze życie bez Ciebie i nie tęsknie za nim.

Wojciech Waglewski: Życie w pojedynkę jest połowiczne....dosłownie..żyje się tylko w połowie.

Wojna, szkoła i źli ludzie to ważne tematy tej płyty? Co z tą szkołą jest nie tak?

Wojciech Waglewski: Największe koszmary to wspomnienia związane ze szkołą. Kiedy byłem uczniem edukację traktowano jako nieustanne upokarzanie uczniów przy pomocy obnażania ich niewiedzy, głupoty, luk w wychowaniu, niestarannego ubrania, niechlujnych włosów, brudu za paznokciami i ogólnego imbecylizmu ...technikami znanymi z filmów dokumentalnych o wyrafinowanych chińskich torturach.

Na co teraz najbardziej szkoda Panu czasu?

Wojciech Waglewski: To nie zabrzmi najgrzeczniej, ale na wywiady , a zwłaszcza ich poprawianie.

Dlaczego reklamuje Pan tą płytę słowami, że nagrałem taką, której nikt nie będzie chciał słuchać?

Wojciech Waglewski:
Kokieteria -gdyby nikt nie chciał tej płyty to byłoby dla mnie bolesne.Tak naprawdę chodzi tu o myślenie pozbawiające nas złudzeń dotyczących komercyjnych wymogów...owego mitycznego czasu antenowego, żwawej melodii i łatwego w odbiorze przekazu.

Trwa ładowanie komentarzy...