Bisz i Radex- o nieprzypadkowym spotkaniu twórców z pozornie odległych planet

Bisz i Radex "Wilczy humor"
Bisz i Radex "Wilczy humor"
Wszystko wskazuje na to, że Ci dwaj po prostu musieli się spotkać. Bisz zmienił oręże i nabrał dystansu, Radex otworzył się na kompletnie inne środowisko odbiorców. Co zyskali? Możliwość stworzenia, dla nich obu, ważniej płyty "Wilczy humor".



Jak to się stało, że Agora w końcu zainteresowała się hip-hopem?

Radex: Komercyjnie nie jest to bezpieczny projekt, bo to płyta artystyczna. Wydajemy ją sami jako PchamyTenSyf, Agora jest tylko dystrybutorem. Nie mieliśmy tu żadnych granic, obostrzeń. Nikomu nie musieliśmy przedstawiać dema. Sami dla siebie byliśmy krytykami w trakcie pracy.
Bisz: Cieszymy się, że hip-hop jest coraz częściej traktowany poważnie. Jest wielu twórców, którzy od początku traktują go jako pełnoprawne narzędzie artystyczne.

Co było pierwsze słowa czy muzyka i ile trwała praca?

Radex: Pierwsze prace to chyba jakieś 1,5 roku temu się zaczęły. W ¾ przypadków najpierw była muzyka. Wymienialiśmy się różnymi referencjami , pomysłami na muzykę. W sumie to nie były jakieś dogłębne konsultacje. Mogę dziś jasno powiedzieć, że zaufaliśmy sobie.
Bisz: Ale ja gdzieś od początku sugerowałem czego poszukuję.

Wilk zapragnął Watahy? Jak trafiliście na siebie?

Radex: Nie chodziliśmy razem ani do podstawówki ani do liceum. Mieszkamy w miastach odległych od siebie 3,5 godziny pociągiem. Opowiem tę historie ostatni raz i zawsze już będę odsyłał do tego wywiadu (śmiech). Ze 4 lata temu zobaczyłem w necie teledysk do Pollocka i pomyślałem, wow co to jest za flow, tekst. Tak mnie to złapało, że postanowiłem dać feedback. Na ogół nie dzwonię do artystów i nie mówię hej Chylińska świetny numer(śmiech)
W tym wypadku tak mnie wbiło, że znalazłem numer na stronie Bisza, i okazało się, że nie rozmawiam z menagerem tylko z samym Jarkiem, bo on jeszcze wtedy sam siebie prowadził. Zgadaliśmy się także dlatego, że twarz Jarka wydawała mi się znajoma z konkursów poetyckich, ale to mogły być jakieś zwidy.


Bisz: Ja na pewno widziałem Radka wcześniej, bo jako czytelnik Lampy pamiętałem jego twarz z jednej z okładek. W tamtym okresie, kiedy Radek zadzwonił byłem też pod ogromnym wrażeniem jego tekstów na „Grandę” Brodki. Pamiętam nawet jak z moją ówczesną dziewczyną, dziś żoną, rozmawialiśmy o tym jakie to są świetne rzeczy.
Radex: Okazało się, że znamy swoje twórczości. Ja dziś nie wyobrażam sobie, że nie nagram znowu takiej płyty, stworzonej w komputerze. Jest to dla mnie też odpoczynek od gry na instrumentach. Zupełne odwrócenie filozofii grania z zespołem Pustki.
 
Bisz, Ty mam wrażenie na tej płycie się już w mniejszym stopniu mierzysz z tym co cię otacza? Jesteś bardziej pogodzony? Mniej w Tobie buntownika?
 
Bisz: Ta płyta jest głównie o tym momencie życia, kiedy patrzysz na świat i stwierdzasz, że mimo wielkich chęci, niewiele możesz zrobić. To jest dość przerażające. Jesteś już dorosłym człowiekiem, to jest ten czas kiedy powinno się mieć możliwość zrobienia czegokolwiek, ale te możliwości są bardzo małe. Dlatego taki, a nie inny charakter płyty. Ironia, sarkazm. Ta muzyka była dla mnie trochę jak wentyl bezpieczeństwa. A z drugiej strony pierwszy raz czuję, że mogłem przełożyć w najdoskonalszym stopniu siebie jako człowieka. Udało nam się stworzyć coś w rodzaju własnej konwencji.

Gdybym miała w maksymie podsumować twoją poprzednią płytę „Wilk chodnikowy” to brzmi ona: dopóki nie poczujesz się nieszczęśliwy, nie narodzi się w Tobie poezja? Teksty na „Wilczym humorze” to jakiś rodzaj pogodzenia z rzeczywistością?


Bisz: Ukułem sobie takie stwierdzenie, że jestem pogodnie niepogodzony. I tak już chyba zostanie. Musiałem próbować wszystkich środków. Chociaż nie da się ukryć, że odkładając na jakiś czas oręż żyje mi się lepiej. Czuję jednak cały czas odpowiedzialność za rzeczy, które się dzieją na świecie, a nie powinny się dziać. Jeśli masz lepiej, bo urodziłeś się w dogodniejszym miejscu - to nie jest twoja zasługa, a raczej dług, który trzeba jakoś spłacić.

Twój ulubiony poeta Różewicz napisał jeden ze swoich wierszy po wizycie w muzeum, jak szukasz tematów?

Bisz: Od dłuższego czasu staram się uwrażliwiać na każdej płaszczyźnie życiowej. Studiowanie kulturoznawstwa pozwoliło mi też zapuścić wici w różnorodnych kierunkach, z których czerpię wiele inspiracji.

Radek czy był moment, że podpowiedziałeś Biszowi jakiś konkretny temat do skomentowania w tekście?

Radex: Nie śmiałbym mu czegokolwiek podpowiadać. I byłem nawet trochę onieśmielony, kiedy poprosił mnie, żebym sczytywał jego teksty. Może po moich konsultacjach zmienił ze 4 wersy, ale reszta była świetna. Jest w Polsce bardzo niewielu tekściarzy, których szanuję. Jarek jest jednym z nich.
Bisz: Kiedy słyszę takie rzeczy od Radka, albo trafiam na „Tygodnik kulturalny”, gdzie pada na mój temat wiele ciepłych słów, to czuję się trochę jak Forrest Gump. ( śmiech) Pozostaje mi tylko uścisnąć dłoń prezydenta.(śmiech) A tak na serio - jestem w głębokim szoku, że moje teksty są tak dobrze ocenianie i że los bawi się ze mną w taki ezopowy sposób.

Dla Was obu chyba najważniejsi artyści to tacy, którzy nie powielają tych samych płyt tylko wciąż szukają nowych ścieżek, rozwijają się, zaskakują ?

Bisz: Tutaj trzeba ustanowić ważne rozgraniczenie. Wiele osób źle to rozumie. To nie jest szukanie nowej drogi tylko po to, żeby zrobić coś innego. To jest tak, że nagle dostrzega się w sobie czy świecie jakąś rzecz czy zjawisko i szuka się nowych narzędzi by móc o tym opowiedzieć w najbardziej adekwatny sposób. Choć oczywiście lubimy też bawić się muzyką dla czystej twórczej frajdy - myślę, że to czuć na płycie.

Radek, ten telefon był jakimś przyczynkiem poszukiwania duchowego, odnalezienia osoby, która myśli podobnie do Ciebie?

Radex: Okazało się, że mamy podobną wrażliwość, podobna estetyka do nas przemawia. Jak myślę o naszym spotkaniu to bardzo prawdziwe zdaje się takie motto: jeśli chcesz mieć rzeczy, których nigdy nie miałeś, musisz robić rzeczy, których nigdy nie robiłeś. Zrobiłem rzecz, której nigdy nie zrobiłem. Zadzwoniłem do nieznanej mi osoby i pozwoliłem sobie na komplement.
Bisz: Kiedy zaczęliśmy pracować ze sobą, to długi czas ukrywaliśmy tożsamość Radka jako producenta. Kiedy w końcu w środowisku hiphopowym odkryłem, że zrobiłem płytę z Radkiem Łukasiewiczem to wielu zapytało: a kto to kurwa jest? Tyle nabudowania i taka reakcja. I to też jest piękne odwzorowanie wielu sytuacji w życiu, kiedy czekasz na coś wielkiego i jest tylko takie puff, niemy wybuch. (śmiech) Nigdy nie wiesz czy los się śmieje do ciebie czy z ciebie.
 
To chyba też kolejny dowód na pozamykanie się w Polsce muzyków i odbiorców na inne gatunki?

Bisz: Tu potrzeba reformy. Zmiany mentalności. Zmiany nastawienia do hip-hopu, ale także do innych rodzajów muzyki artystycznej.
Radex: To wynika z braku edukacji, ponieważ ciężko nam słuchać tego czego nie rozumiemy. Mało się naucza chęci zrozumienia niezrozumianego. Dlaczego jesteśmy społeczeństwem wciąż z taka nutą lęku, ksenofobii, większą niż kraje Europy Zachodniej.
 
Co robicie by to zmienić?
Bisz: W co drugą środę o 22 na antenie Radia Kultura można posłuchać mojego autorskiego słuchowiska łączącego muzykę i literaturę.
Radex: Ja z kolei w Radio Kampus puszczam muzykę ciekawą, dziwną. Też w środy. Poza tym obaj do swojej twórczości podchodziliśmy w sposób misyjny. To wyszukiwanie osób
o podobnej wrażliwości i komunikowanie się z nimi. Patrzę po mojej mamie, która obcowała z Pustkami od początku, że dziś słysząc np. Gabę Kulkę jest na to otwarta.
Bisz: Ludzie nastawieni są raczej na to by oceniać, a niekoniecznie po prostu doświadczać czegoś innego. Coraz rzadziej słyszy się stwierdzenia typu "nie wiem czy mi się to podoba, ale jest to z pewnością szalenie interesujące!" A żeby stać się smakoszem wina trzeba trochę tego wina wypić. To stykanie ludzi z różnymi rzeczami od najmłodszych lat jest bardzo istotne.
Radex: Z wiekiem zaczynam coraz większą uwagę zwracać na moje najbliższe otoczenie, mam w sobie odruchy społecznikowskie. Chętnie widząc nowego sąsiada na klatce odwiedziłbym go z ciastem, czego jeszcze nie robię (śmiech).
 
Bisz byłeś kiedyś na koncercie Pustek?

Bisz: Nie miałem jeszcze okazji. Muszę przyznać, że na początku swojej drogi byłem dość radykalnym hiphopowcem i Pustki by mi raczej nie weszły. Te rozciągnięte swetry.
Radex: Bibliotekarze i kujony (śmiech)
Bisz: To też jest ciekawe doświadczenie i dowód na to, że można przejść pewną metamorfozę. Dziś widzę, jakie to było dla mnie ograniczające. Nie umiem dziś łatwo oceniać ludzi i szafować etykietkami typu "dresiarz", bo wiem, że to jest stan świadomości, którzy się bierze z konkretnego miejsca i uwarunkowań.

Bisz. Bardzo mnie zajął ten wers: Znając swój kształt i swoje rymy jesteś skończony.

Bisz: Tam są ramy, ale to też ciekawe. Ten kawałek jest o tym, że świadomość pewnych rzeczy osiągamy wtedy, kiedy jest za późno by je zmienić. Dorosłość jest takim momentem spóźnionego rozpoznania, zmierzchem, kiedy wylatuje heglowska sowa. Kundera pisał, że nasze życie jest próbą generalną spektaklu, który się nigdy nie odbędzie. Świadomość tej sytuacji jest tyglem, w którym przypadki i konieczności stapiają się w indywidualny los. Co można zrobić? Kiedy wiele osób łapie kosmiczne okazje w supermarketach, my łapiemy je w procesie twórczym.
 
Dla kogo jest ta płyta?

Radex: Fani Pustek to są studenci kulturoznawstwa, polonistyki, miłe okularnice, które się wstydzą przyjść po autograf. Hip -hop kojarzy im się z muzyką brutalną. Ale dostaję sygnały, że dla wielu z nich ta płyta jest miłym zaskoczeniem, że się otwierają na nowe.
Bisz: Sam jestem osobą poszukującą, więc liczę, że słuchacze tej płyty będą w jakiś sposób do mnie podobni. Otwarci na nowe, na inne. Otwierający drzwi i okna na świat.

Najbliższe koncerty?

Bisz: 23 listopada występujemy w Gdańsku z B.O.K Band oraz Abelardem Gizą i Kacprem Rucińskim na wyjątkowej premierze "Wilczego humoru". W Warszawie gramy na festiwalu Co jest grane 27 listopada, a w grudniu i styczniu jedziemy w Polskę.
Radex: Drugą nogę trasy planujemy na marzec /kwiecień i właśnie kompletuję zespół który powstanie specjalnie po to, żeby wykonywać materiał z „Wilczego humoru”.  
Trwa ładowanie komentarzy...